Pozostawienie na stanowisku ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza to bardzo zła decyzja Ewy Kopacz.

Następczynią Donalda Tuska na stanowisku premiera i szefa PO zostanie Pani marszałek Ewa Kopacz, lekarz pediatra,

członek naszej Izby Lekarskiej, z którą znam się osobiście od wielu, wielu lat. W czasach, kiedy była dyrektorem ZOZ-u w Szydłowcu, ja nieopodal, w Nowym Mieście nad Pilicą, obydwoje podlegaliśmy wojewodzie radomskiemu i współpracowaliśmy ze sobą. Tak było do momentu kiedy wydawało się, że po wyborach w 2005 r. powstanie koalicja PiS - PO. W naszym okręgu wystawiliśmy wtedy do Senatu dwóch kandydatów, jednego z PiS i jednego z PO. Odbyła się nawet konferencja prasowa, na której posłowie Ewa Kopacz i Marek Suski, ramię w ramię, popierali wspólnych kandydatów. Jednak po tym jak koalicyjny rząd nie powstał, nasze drogi polityczne rozeszły się…

 

Z tego okresu doskonale pamiętam czas kiedy funkcję ministra zdrowia pełnił prof. Zbigniew Religa. Był zawsze zajadle, niezwykle agresywnie, populistycznie i niemerytorycznie atakowany przez Ewę Kopacz, ówczesną szefową Sejmowej Komisji Zdrowia. Dla większości, w tym również dla mnie, był to bardzo przykry obraz. Przecież profesor Religa cieszył się dużym społecznym autorytetem, uznaniem naszego środowiska i olbrzymią wdzięcznością pacjentów. Był fachowcem z ogromną wiedzą, kompetentnym ministrem i co najważniejsze, miał jasną wizję rozwoju służby zdrowia.

Wszystkie te gorzkie słowa obróciły się przeciwko Ewie Kopacz, która później sama sprawowała tę funkcję. Nie był to, delikatnie ujmując, najlepszy okres dla polskiej służby zdrowia, dla pacjentów, ani dla naszego środowiska. To przecież w tym czasie misja służby w opiece zdrowotnej odeszła na dalszy plan, a najważniejszy stał się pieniądz, zysk oraz efekt finansowy. I kiedy wszyscy już myśleli, że nie może być gorzej na stanowisku ministra zdrowia, powołano Bartosza Arłukowicza. Wystarczyły trzy lata, by doprowadzić polską służbę zdrowia do zapaści. Następca Pani Kopacz pokazał, że można być konstytucyjnym ministrem i tkwić na tym stanowisku wyłącznie z przyczyn politycznych. Prawo i Sprawiedliwość trzy razy próbowało odwołać ministra Bartosza Arłukowicza z zajmowanego stanowiska. Bezskutecznie.

Ewa Kopacz nie była dobrym ministrem zdrowia ani marszałkiem Sejmu. Dała się zapamiętać jako nieobiektywna, blokująca inicjatywy obywatelskie i opozycji. Tak naprawdę była marszałkiem nie Sejmu, ale PO i PSL-u. Po tym, jak w auli Politechniki Warszawskiej zaprezentowała ministrów w swoim rządzie, wszystko wskazuje na to, że nie będzie również dobrym premierem. Ku zdziwieniu pracowników służby zdrowia, dziennikarzy, polityków, dowiedzieliśmy się, że Bartosz Arłukowicz zostaje na swoim stanowisku. To bardzo zła decyzja. Najgorszy minister w rządzie Donalda Tuska, krytykowany ze wszystkich stron, dostający najniższe oceny w sondażach, z niezrozumiałych przyczyn, nadal będzie zarządzał z ul. Miodowej systemem opieki zdrowotnej. To zaskakujące, że Ewa Kopacz, która potrafiła być niezwykle krytyczna wobec tak dobrego ministra, jakim był prof. Religa, nie dostrzega indolencji Bartosza Arłukowicza, którego od profesora dzieli przepaść.

Po wysłuchaniu pierwszej konferencji premier in spe Ewy Kopacz byłem zaskoczony, skonsternowany, ale było mi też po prostu smutno. Okazało się, że premier polskiego rządu, nie ma nic do powiedzenia w kwestiach polityki obronnej kraju, sprzedaży broni czy polityki zagranicznej. Natomiast kiedy to wrażenie połączyłem z informacją o pozostawieniu Bartosza Arłukowicza na stanowisku ministra zdrowia, przestałem się już dziwić i wszystko stało się dla mnie jasne. Znowu, wbrew logice i merytorycznym przesłankom, interes polityczny okazał się najważniejszy.

Stanisław Karczewski

wicemarszałek Senatu RP