Wywiad z Marszałkiem Senatu RP Stanisławem Karczewskim w "Rzeczpospolitej"

Marszałek Senatu RP Stanisław Karczewski rozmawiał z dziennikarzem "Rzeczpospolitej" o działaniach opozycji w ostatnim czasie oraz obecności mediów w parlamencie.

 

Rzeczpospolita: Jak wyobraża pan sobie ostateczny model pracy dziennikarzy w parlamencie?

 

Stanisław Karczewski: Zapoznałem się bardzo szczegółowo z propozycją, powtarzam – propozycją, zmian, która została przedstawiona przez Kancelarię Sejmu. Jest w niej wiele rzeczywiście ciekawych, dobrych dla dziennikarzy rozwiązań. W żadnym przypadku nie ma intencji ograniczenia dostępu dziennikarzy do relacjonowania prac parlamentu, prac posłów i senatorów. Przeciwnie: ten dostęp powinien być swobodniejszy.

 

Przecież w nowym układzie w parlamencie będzie mogło jednocześnie przebywać do dwóch dziennikarzy z danej redakcji. Tak nie da się obsłużyć obrad kilku komisji parlamentarnych...

 

Ależ powtarzam: to jest tylko propozycja. I mogę od razu powiedzieć, że na pewno zostanie zmieniona.

 

Przez zniesienie ograniczenia liczby dziennikarzy?

 

Zostanie zwiększona dopuszczalna ich liczba. Skąd wziął się pomysł usprawnienia ich pracy? Nie dlatego, że biegają za nami dziennikarze, że nam przeszkadzają, że ktoś nie chce z nimi rozmawiać. Tylko dlatego, że jest bardzo dużo dziennikarzy, olbrzymie i stale rosnące zainteresowanie. I nie widzę powodu, aby z jednej redakcji było 20 czy 15 dziennikarzy jednocześnie i tyle samo kamer.

 

To jaki limit byłby rozsądny?

 

Nie mogę w tej chwili podać konkretnej liczby. Ale na pewno nie będzie taka jak w propozycji, będzie zwiększona.

 

A co z obecnością kamer na sali plenarnej?

 

Mogę powiedzieć tyle: projekt założeń zmiany regulaminu pracy mediów zostanie zmieniony. Postulaty dziennikarzy będziemy chcieli uwzględnić. Będziemy z dziennikarzami prowadzić dialog. Ale najważniejsze: dotychczasowe zasady pracy dziennikarzy będą nadal obowiązywały po 1 stycznia. Nic się nie zmieni. Prezes Jarosław Kaczyński poprosił mnie, abym porozmawiał z dziennikarzami i dopiero kiedy uda nam się dojść do porozumienia, przedstawimy nowy projekt.

 

O kryzysie w polskim parlamencie mówi cały świat, opozycja się zjednoczyła. Warto było płacić tak wysoką cenę polityczną za coś, z czego i tak się wycofujecie?

 

Na pewno był to błąd komunikacyjny.

 

Marszałka Sejmu?

 

Z mojej strony. Mogę również uderzyć się w piersi.

 

A kiedy zapoznał się pan z tym projektem?

 

Dość dawno. Ale nie będę mówił o szczegółach. Mamy w naszej partii różne w tej sprawie zdania, to jest normalne. Zgadzam się: cena jest zbyt duża. Było za mało rozmów, konsultacji. A informacja jest niezwykle ważna. W takiej sytuacji zawsze pojawiają się przekłamania, złe interpretacje. To obróciło się przeciwko nam.

Czy jednak nie chodzi o słabość systemu, w którym wszystkie ważne decyzje podejmuje prezes Kaczyński i zwyczajnie nie jest w stanie kontrolować sytuacji?

To nie jest tak, że prezes Kaczyński podejmuje wszystkie decyzje: ja każdego dnia podejmuję samodzielnie wiele decyzji. Podobnie jak każdy z nas, stojących na czele różnych organów władzy.

 

Pan tak samo zareagowałby na deklarację posła Szczerby jak marszałek Kuchciński? Wykluczyłby pan go z obrad?

 

Jestem głęboko przekonany, że opozycja była do tego przygotowana, to była zaplanowana akcja. Gdyby nie doszło do wykluczenia z obrad posła Szczerby, znalazłby się inny pretekst do tych zdarzeń, które mają i miały miejsce w Sejmie.

 

To jest prawo opozycji...

 

Nie, prawem opozycji jest krytykować, mieć inne zdanie, demonstrować. Ale nie blokować Sejm i próbować zablokować przyjęcie dwóch kluczowych ustaw: o dezubekizacji i budżecie państwa. Jest to plan, który wynikał z listu podpisanego przez pana Wałęsę, Frasyniuka, panią Jandę itd. Tam było wyraźne wezwanie do nieposłuszeństwa wobec władzy. To jest bardzo niepokojące i dewastujące państwo.

 

Posłowie opozycji okupujący salę plenarną dostali pismo, że jest to nielegalne. Jak rozwiązać tę sytuację, czy możliwe jest użycie siły?

 

To nielegalne, taka jest prawda. Łamią prawo. Ale jestem daleki od takich myśli, trzeba rozmawiać. Prezydent właśnie rozmawia.

 

Poprosił także o ekspertyzy w sprawie legalności przyjęcia budżetu i innych ustaw w Sali Kolumnowej. Pana zdaniem to było legalne czy trzeba powtórzyć głosowanie?

 

To było posiedzenie absolutnie legalne, na które mogli przyjść, a nie przyszli z własnej woli, posłowie innych partii niż PiS. Takie sytuacje miały już miejsce.

 

W III RP chyba nie...

 

Gdy trwał remont budynku Senatu, obradowaliśmy w innym miejscu.

 

To jest jednak inna sytuacja...

 

Inna, ale też podobna. Powtarzam: wszyscy byli zawiadomieni i jest nagranie kamerami przemysłowymi, choć kiepskiej jakości, ale widać na nim, że było quorum.

 

Źródło: www.rp.pl